Niektórzy zarzucają mi, że moje wypowiedzi nie są naukowe. Zgadzam się. Są tylko zdroworozsądkowe. Jeśli zdrowy rozsądek stanie się kiedyś dziedziną nauki, to moje wypowiedzi zmienią status.
Większość nowo powstających koncepcji zanim zostanie oficjalnie uznanych, jest herezją. Te, które nie poddadzą się świętej inkwizycji stają się nauką. Każda epoka ma swoją świętą inkwizycję, która niekoniecznie musi mieć coś wspólnego z kościołem. Często są to zakorzenione schematy myślowe, przepisy prawne, czy urząd skarbowy.
Ci, którzy ściśle podporządkowują się pod utarte schematy używają lewą pułkulę mózgową. Myślenie niekonwencjonalne to domena półkuli prawej. Gdyby pojawił się ktoś, kto potrafiłby nauczyć półgłówków jak myśleć całymi głowami to skończyła by się większość problemów na świecie. Bo niestety, wbrew matematyce, dwa półgłówki nie dają całej głowy.
Jeśli jednak chodzi o wiedzę, to czytałem kiedyś wypowiedź pewnego psychologa. Pisał, że to, co wiemy można podzielić na trzy równe części:
1. To co się naprawdę wie i co ma naukowe podstawy.
2. To co wiemy, ale nie wiemy skąd – wiedza ta jest tylko częściowo zgodna z faktami.
3. To, co udaje wiedzę, ale nie ma racjonalnych podstaw.
Ciekawym jest fakt, że pod to prawo podlegają wszyscy: zarówno ludzie o dużej wiedzy i wykształcenieu, jaki i ci, co raczej nie parają się myśleniem. Różnica polega tylko na tym, że ci mądrzejsi mają więcej informacji w każdym z tych przedziałów, a ci drudzy mniej. Ale proporcje u wszystkich są równe.
Jest tylko jeden problem: nigdy nie wiesz z którego przedziału w danym momencie wyskakuje informacja. Czasem zdarza się, że jakiś autorytet powie bzdurę, a czasem prosty nieuk powie coś mądrego.


Zostaw odpowiedź